Olympus E-520 Test

2. Budowa i ergonomia


 
Aparat jest wykonany bardzo starannie jak na lustrzankę z dolnej półki cenowej.


Aparat, jak na tanią lustrzankę amatorską, jest produktem bardzo wysokiej jakości. Choć zastosowano typowe dla tej klasy materiały, czyli plastik połączony z niewielką ilością metalu (bagnet i mocowanie statywu), to tworzywo jest dobrej jakości, więc aparat wygląda doskonale i co ważne, jest odporny na zarysowania i uszkodzenia mechaniczne. Powierzchnia uchwytu pokryta jest dodatkowo warstwą karbowanej gumy, dzięki czemu lustrzanka doskonale leży w dłoni. Nie można mieć uwag także do jakości wykonania urządzenia. Wszystkie części są dobrze spasowane, a okleina szczelnie przylega do korpusu. Przyciski mają wyraźnie zaznaczony skok. Nie odnotowaliśmy żadnych luzów. Pod względem jakości, lustrzanki Olympusa przewyższają amatorskie korpusy Canona i Sony. Dorównują pod tym względem nikonom, które od lat uchodzą w tej sferze za wzór.

 
Olympusowi udało się, jak żadnemu innemu producentowi, przenieść do ery cyfrowej ducha produktów manualnych, przede wszystkim swojej słynnej serii OM. Tamte lustrzanki, podobnie jak najnowsze modele zgodne z systemem 4/3 wyróżniały się niewielkimi rozmiarami, a także doskonałą optyką, której dla najnowszych olympusów również nie brakuje.
 
Ergonomia i komfort pracy
 
Na obudowie są aż trzy przyciski konfigurowalne. Do widocznego na zdjęciu Fn można przypisać niemal dziesięć różnych funkcji.


Olympusem E-520 fotografuje się bardzo przyjemnie. Aparat z jednej strony jest lekki (nieco ponad 0,5 kg) i niewielki, z drugiej strony ma duży i wygodny uchwyt. Komfort poprawia dodatkowo wspomniana gumowa okleina dzięki której aparat nie wysuwa się z dłoni. Oczywiście, podobnie jak w innych małych lustrzankach z uchwytu może zsuwać się mały palec. Będzie to problemem, gdy założy się ciężki obiektyw oraz lampę błyskową. Niestety, nie możemy sobie pomóc w tej sytuacji dodatkowym uchwytem pionowym, którego dla tego modelu olympusa nie wyprodukowano. Jednak w typowo amatorskich zastosowaniach, gdy fotografuje się obiektywem z zestawu i za pomocą wbudowanej lampy, problem małego palca nie będzie dokuczał.
 
Przyciski na obudowie pozwalają na dostęp do wszystkich ważnych funkcji. Aż trzy z nich są konfigurowalne, co pozwala dopasować działanie aparatu do indywidualnych potrzeb użytkownika. To unikalna funkcja w tej klasie lustrzanek. Komfortowo rozwiązana jest kompensacja ekspozycji. Korektę ustawień wprowadzamy, posługując się przyciskiem zlokalizowanym tuż obok spustu oraz kółkiem, które obsługujemy kciukiem. Układ przycisk/pokrętło został tak pomyślany, by móc zmienić ustawienie bez odrywania aparatu od oka. Dopiero w codziennej pracy z tym aparatem można przekonać się, jak wielka to jest zaleta.
 
Jako że ten model testujemy po Olympusie E-420, trudno uniknąć kilku porównań. Generalnie Olympusa E-520 używa się bardziej komfortowo od mniejszego poprzednika. To przede wszystkim zasługa wygodnego uchwytu i nieco większej obudowy, którą wygodniej trzyma się w dłoniach. Przypomnijmy, niższy model Olympusa został zaprojektowany przede wszystkim z myślą o minimalnych wymiarach ( 129,5 x 91 x 53 mm kontra 136 x 91,5 x 68 mm w E-520). Osiągnięto je m.in. dzięki rezygnacji z gripa. Większa obudowa to więcej miejsca na przyciski, dlatego w Olympusie E-520 znajdziemy na obudowie dodatkowo funkcję wyboru pola AF, która bardzo poprawia komfort pracy.
 
Przód, mocowanie obiektywu

Choć korpus jest z plastiku, producent nie oszczędzał na bagnecie, który jest w 100 proc. z metalu.


Większą część miejsca na przedniej ściance obudowy zajmuje mocowanie obiektywów zgodnych z systemem 4/3, a także przycisk odblokowujący obiektyw zapięty do korpusu. Przypomnijmy, że system Olympusa jest otwarty i komponenty zgodne z nim może produkować każdy. Dzięki temu, obiektywy niezależnych producentów, takich jak Sigma i Leica, będą działały z korpusami Olympusa tak samo dobrze, jak oryginalne szkła.
 
Jak widać, nie ma światła wspomagającego nastawianie ostrości. Niestety, w tej sferze musimy posiłkować się stroboskopowym błyskiem wbudowanej lampy.
 
Ekran LCD i tył

2,7 calowy ekran LCD nie zachwyca. Ma niezbyt jasny obraz i na dzisiejsze standardy jest nieco za mały.


Ekran LCD, choć duży (2,7 cala), wypada blado na tle najnowszych 3 calowych wyświetlaczy instalowanych w lustrzankach Canona, Nikona i Sony. Powodem jest nie tylko znacznie niższa rozdzielczość 230 tys. punktów vs 600 tys. punktów, ale przede wszystkim słaba jasność i nasycenie kolorów. LCD w Olympusie nie pozwala na ocenę ekspozycji zdjęcia, szczególnie w jasny, słoneczny dzień. Na szczęście na ekranie można wyświetlić histogram (także z podziałem na barwy składowe) i na podstawie jego wskazań selekcjonować obrazy. Jednak pomoże to tylko tym, którzy umieją odczytywać informacje z histogramu, a nie jest to powszechne wśród amatorów.
 
W tylnej części obudowy zlokalizowana jest także większość przycisków funkcyjnych. Jak na korpus amatorski, Olympus E-520 ma bogate możliwości sterowania bez odwoływania się do menu. Za pomocą przycisków możemy nie tylko określić czułość, balans bieli, sposób pomiaru światła czy tryb AF, ale także włączyć Live View, dobrać tryb pracy stabilizatora obrazu i przełączyć punkt AF. Z tyłu są zlokalizowane dwa przyciski konfigurowalne. Przycisk AEL/AFL pozwala w zależności od ustawień blokować wartość ekspozycji oraz nastawy ostrości (także oba parametry na raz). Z kolei do przycisku Fn możemy przypisać jedną z kilku funkcji. Oto ich lista:
 

  • wykrywanie twarzy przez AF w Live View,

  • podgląd głębi ostrości,

  • podgląd głębi ostrości w Live View,

  • kalibracja balansu bieli do szarej karty,

  • wybór centralnego punktu AF,

  • przełączenie do ręcznego nastawiania ostrości,

  • wybór jakości zapisywanych plików,

  • zdjęcie testowe bez zapisu,

  • brak przypisanej funkcji.


Szkoda, że nie ma możliwości przypisania funkcji wstępnego podniesienia lustra połączonej z aktywowaniem 2 sekund samowyzwalacza, co przydałoby się wszystkim miłośnikom fotografii krajobrazowej, którzy robią zdjęcia ze statywu. 

Wizjer

Wizjer jest wyjątkowo mały i nie nadaje się za bardzo do pracy z obiektywami wymagającymi ręcznego ustawiania ostrości.


Wizjer nie jest mocną stroną Olympusa E-520. Jest mały i szybko robi się ciemny, jeśli zaczyna brakować światła (szczególnie jeśli fotografujemy niezbyt jasnym obiektywem z zestawu). To wszystko sprawia, że aparat nie nadaje się do użycia z obiektywami, które wymagają ręcznego ustawiania ostrości. Słowem, jeśli chcielibyśmy pokazać komuś, na czym polega efekt światełka w tunelu, którym często opisuje się problemy z wizjerami w aparatach cyfrowych, wybralibyśmy ten właśnie model jako przykład.
 
Mała matryca (mnożnik x2) oraz powiększenie 0,92 dają w efekcie widok, który powierzchnią odpowiada 46 proc. pełnej klatki. Dla porównania w nowym Canonie 450d mamy wizjer, który odpowiada 54 proc. pełnej klatki. O tym, że podobnej klasy wizjer można zrobić także dla aparatu z małą matrycą systemu 4/3 świadczy Olympus E-3, który ma powiększenie 1,15, co daje efektywną powierzchnię 57 proc. pełnej klatki, co jest wielkością wystarczającą do komfortowej pracy. Niestety, to rozwiązanie jest zbyt kosztowne, by szybko trafiło do niedrogich korpusów amatorskich.
 
Olympus może się natomiast pochwalić dużą liczbą informacji wyświetlanych w wizjerze. Oprócz danych dotyczących ekspozycji, znajdziemy tam m.in. informację o trybie pomiaru światła, wybranym programie, czy poziomie rozładowania akumulatora. Informacje znajdują się z boku ekranu, a nie pod spodem jak u innych producentów. Początkowo powoduje to konfuzję, ale z czasem można się przyzwyczaić.
 
Wizjer ma korekcję dioptrii oraz dużą i szczelną osłonę skutecznie odcinającą boczne światło.

Góra

Z góry widać wyraźnie, że aparat ma duży i wygodny uchwyt.


Na górnym panelu po prawej stronie znajdziemy najważniejszy przycisk w aparacie, czyli spust migawki. Dzięki temu, że jest wysunięty do przodu i umieszczony na samym końcu uchwytu, dostęp do niego jest bardzo wygodny. Sam przycisk jest duży i łatwo go wyczuć pod palcem. Obok spustu zlokalizowany jest przycisk kompensacji ekspozycji. Trudno by było znaleźć dla niego bardziej ergonomiczne miejsce. Jak już wspomnieliśmy, bardzo wygodnie koryguje się ekspozycję, zmieniając ją za pomocą kółka nastaw.
 
Z lewej strony znalazły się przyciski funkcyjne do ustawiania napędu migawki oraz włącznik lampy błyskowej. Szkoda, że konstruktorzy nie znaleźli miejsca na przycisk dający łatwy dostęp do ustawień czułości matrycy. Korzysta się z nich częściej niż z przełącznika trybu seryjnego, pojedynczego i samowyzwalacza, które doczekały się własnych przycisków.

Prawa i lewa strona

Prawa strona.
Lewa strona.




Spód aparatu

Jak widać na zdjęciu, pokrywa baterii jest dobrze zabezpieczona przed przypadkowym otwarciem.


Pod spodem aparatu znajduje się komora akumulatora oraz metalowe mocowanie statywu.
 
 
Olympus E-520 w porównaniu do...
 
...aparat ma niewielkie rozmiary.
Jak widać...


 
Olympus E-520 w dłoni
 
 
Mały palec z trudem mieści się na obudowie. Nie przeszkadza to jednak, dopóki nie użyjemy ciężkiego obiektywu lub lampy błyskowej.


Olympus E-520 w futerale
 
Futerał Kata DC-439.

 
Do aparatu polecamy futerał Kata DC-439. Można w nim zmieścić aparat z dodatkowym obiektywem i niewielką lampą błyskową oraz akcesoria takie jak ładowarkę czy zapasowe karty pamięci. Jeśli chodzi o mniejszy futerał na sam aparat, polecamy model Kata DC-435.  
 
9 / 10
Ocena cząstkowa działu Budowa i Ergonomia:


Początek    Poprzednia    1 2 3 4 5    Następna    Koniec